Szanowni czytelnicy

Okładka Strefa Jazdy

Rzeczy dziwne i ciekawe

Mało i w ogóle nieśmieszne

 

     Początek tego roku poszedł w kierunku, którego mało kto się spodziewał, bo zamiast karnawału, mamy dwa miesiące protestów i strajków. Lekarze zaczęli, ale jak się okazało to była tylko przystawka do dania głównego, które podali górnicy. Po nich ustawiła się już kolejka chętnych do najazdu na stolicę - rolnicy, kolejarze, pielęgniarki itd. Rok wyborczy czy zadawnione krzywdy? I tak, i tak - mówią. Zależy, która stacja, i jaki polityk. Większość społeczeństwa już się gubi i nie wie, kto ma rację. Po mojemu to do końca nigdy się nie wyjaśni, bo siła manipulacji medialnej jest taka wielka, że nie da się oddzielić plew od ziarna. Źle jest jednak, że w tym zgiełku giną też słuszne żądania, ba, są nawet obśmiewane, a jedne grupy są napuszczane na drugie. Jaskrawym tego przykładem są drwiny z rolników, że przyjechali do Warszawy ciągnikami za miliony złotych. W podtekście znajduje się proste przesłanie: tacy bogacze, a ciągle im mało...
     Brakuje solidarności w narodzie.


1.


     Przestajemy być społeczeństwem baranów, które ślepo wykonują to, co im władza przykaże. Zastanawiamy się, czy przepisy wymyślone przez jednego lub drugiego urzędnika lub polityka są akurat tym, czego większość z nas potrzebuje. I słusznie, gdyż okazuje się, że bardzo często punkt widzenia pojedynczego urzędnika i milionów obywateli bardzo się różni. Urzędnik ma w nawyku ułatwiać sobie życie i gdyby mu pozwolono, to zakazałby wszystkiego, a na to, co niezakazane, wprowadziłby zezwolenia pisemne. My, uciemiężeni lawiną zakazów i przepisów, chcielibyśmy poszerzyć margines naszej wolności. Tak, tak - żyjemy w wolnym kraju, ale coraz częściej czujemy się zniewoleni przepisami. Sęk w tym, że wiele z nich jest aż nadto na wyrost. Powstały w okresie, kiedy nikt jeszcze nie śmiał tak otwarcie dyskutować z Panem Urzędnikiem nad sensem takiej czy innej regulacji. A gdy je raz już zapisano, to niektórym wydaje się na wieki. Bo tak najwygodniej.
     Taka niewesoła refleksja zrodziła mi się w głowie, kiedy usłyszałem dyskusję o przejściu przez jezdnię na czerwonym świetle. Wiele razy sam to przeżywałem. Stałem "na czerwonym", w jedną stronę doskonała widoczność na 100 metrów, w drugą nawet więcej, żadnego zakrętu skąd mógłby ktoś wyskoczyć, żadnego pojazdu, a ja zastanawiam się - czekać na zielone, czy przejść? I rozglądam się, czy gdzieś w trawie niedaleko nie leży strażnik miejski... No, jaja jakieś.
     Gdybym był Francuzem, Anglikiem, czy Włochem (Niemcem to chyba nie, bo u nich Ordnung muss sein...), to bym po prostu przeszedł i nikt by się tym nawet nie zainteresował. Jestem jednak Polakiem i choć jestem z tego faktu dumny, to na tym przejściu czuję się obywatelem drugiej kategorii - takim, na którego ktoś w jego wolnym kraju poluje. Nawet, jeśli nie siedzą w krzakach, to na pewno siedzą przed monitorem i mogą wysłać błyskawiczny patrol na takiego "przestępcę". Bolszewicka mentalność pokutuje. Zastanawiam się tylko, skąd się biorą ci nowi bolszewicy, bo przecież od 25 lat żyjemy w demokratycznym kraju? Widocznie coś jest w naturze człowieka...
 

2.

     Zbulwersował mnie, podobnie jak i wszystkich innych Polaków - poza komornikami i nadzorującymi ich sędziami - przypadek zaboru i sprzedaży przez komornika ciągnika rolnikowi spod Mławy, który nie miał żadnego długu.
     W jakim my kraju żyjemy?!
     Czy zwykły obywatel jest tu w jakiejkolwiek sposób chroniony przez państwo?
     Okazuje się, że ta ochrona to fikcja. Nie jest to wniosek bezpodstawny. Od kradzieży ciągnika - bo inaczej nie można tego nazwać - minęły już trzy miesiące, a nikomu włos z głowy nie spadł. Ba, rolnik nadal jest bez ciągnika!
     Krzyczeć się chce w zetknięciu z taką bezdusznością i brakiem poszanowania prawa. Nas, prostych obywateli obarcza się niezliczonymi obowiązkami, wymaga bezwzględnego ich przestrzegania, karze ostro za wszelkie przekroczenia terminów (np. US, ZUS), a tu jeden urzędnik państwowy - komornik pod okiem drugiego urzędnika państwowego - sędziego, który jest dobrze opłacany za sprawowanie nadzoru nad tym pierwszym, zabiera Bogu ducha winnemu rolnikowi ciągnik, sprzedaje i udaje, że wszystko jest zgodnie z prawem. Jakim prawem? Tym, które ktoś sprytny sobie przypisał - że niektóre zawody to "święte krowy"?
     Dużo miejsca w dzisiejszym numerze poświęcamy dwóm zawodom z naszej branży - instruktorom i egzaminatorom. Ileż to jedni i drudzy mają obostrzeń, nakazów i zakazów! I wystarczy tylko czyjeś oskarżenie o protekcję lub łapówkę, żeby od razu pojawili się "smutni panowie" z kajdankami, którzy zamykają za podejrzenie przyjęcia 500 zł. I trzeba naprawdę gęsto się tłumaczyć, żeby na wstępie nie dostać 3 miesięcy aresztu.
     Wygląda na to, że komornik według polskiego prawa jest lepiej urodzony, bo może zabierać, co chce, a Temida tylko patrzy... Ślepa w tym przypadku.

3.

     Ciągle zdarza się coś, co wprawia nas w osłupienie. Hitem  kilku minionych tygodni jest na pewno nowy rekord w liczbie pasażerów busa. Ustanowił go rumuński kierowca, którego 4 lutego zatrzymał patrol w okolicy zielonogórskiej Raculi. W pojeździe przewidzianym do transportu 9 osób znajdowało się 42 pasażerów, rodaków kierowcy! Podobno, jak zaczęli wychodzić na drogę, funkcjonariusze zaniemówili z wrażenia. W ogóle im nie dziwię się, mnie też by zatkało. Drugie zaskoczenie wywołało tłumaczenie się kierowcy przed sądem, że jest zima i nie mógł zostawić w potrzebie przyjaciół, a w ogóle, to dziwi się, że zostali zatrzymani na trasie, bo przecież nic złego nie zrobili. Przez Polskę jechali tranzytem - na prom do Świnoujścia do Szwecji.
     Zgroza ogarnia, gdy się widzi, czego to ludzie nie wymyślą...

 

Edmund Wolski 

W bieżącym numerze

Archiwum