Szanowni czytelnicy

Okładka Strefa Jazdy

Rzeczy dziwne i ciekawe

Słone rachunki

 

     Mundial trwa. Ta druga po igrzyskach olimpijskich impreza na świecie jak zawsze przykuwa uwagę milionów (niektóre źródła podają nawet, że trzech miliardów) widzów. W Polsce równie, chociaż naszej reprezentacji akurat w Brazylii nie ma, bo pośliznęła się w eliminacjach okrutnie, czego żaden kibic w tych dniach nie może darować Fornalikowi. Skoro naszych nie ma, to pozostaje nam kibicować…. – no właśnie, komu? Gospodarzom? Argentynie? Niemcom? Hiszpanii? Każdy swoje typy ma, najważniejsze, żeby piękno futbolu zwyciężyło, a z tym bywają problemy. Już w pierwszym meczu sędzia podyktował rzut karny, którego nie było… Oby takich pomyłek sędziowskich zdarzyło się jak najmniej. W każdym bądź razie ciekawy miesiąc przed nami i… zarwane noce.

     Przy okazji całego szumu medialnego towarzyszącego mundialowi przypomina mi się polskie Euro 2012. Jak to niedawno było – jakby wczoraj, a to już dwa pełne lata zleciały. Z takiej perspektywy nawet łatwiej jest oceniać. A pytanie jest jedno sakramentalne: jakie korzyści Polska odniosła organizując tę imprezę? Warto i trzeba na nie odpowiedzieć tym bardziej, że zakusów organizacyjnych u nas nie brakuje, czego najnowszym przykładem były starania Krakowa o zimowe igrzyska. Całe szczęście, że krakusy zmobilizowali się i sami się obronili przed tym pomysłem – dzięki temu zdążyli stracić tylko kilka milionów złotych zamiast miliardów, co ich miejski i nasz ogólnopolski budżet niechybnie by kosztowało, gdyby MKOl przyznał Grodowi Kraka organizację tej imprezy.

    Inicjatorzy podobnych przedsięwzięć wypisują na sztandarach wiele haseł, które wyglądają potem jak pobożne życzenia. Jednym z pierwszym zawsze jest promocja miasta, regionu i kraju. Wmawia się ludziom, że goście zza granicy będą walić tłumami i zostawiać euro nie tylko w dniach imprezy, ale i po niej – już zawsze. Życie boleśnie weryfikuje tego typu oczekiwania, co dobitnie pokazały wspomniane piłkarskie mistrzostwa Europy. Po ich zakończeniu zainteresowanie turystów zabytkami Warszawy, Poznania, Wrocławia, Gdańska i Krakowa (tam mieszkało najwięcej ekip) ani na jotę nie wzrosło – jest takie same, jak przed mistrzostwami. Gdyby więc promocja miała być główną korzyścią organizacji światowych imprez sportowych, to należałoby odpuścić je sobie, gdyż są tańsze sposoby reklamowania uroków polskiej ziemi.

    Drugim hasłem na sztandarach jest wspaniała infrastruktura, która pozostanie po sportowych igrzyskach. W tym przypadku można już o czymś namacalnym dyskutować. Stadiony, jakie powstały na Euro stoją i z mniejszym lub większym powodzeniem nam służą. Ulice wokół tych obiektów także okazały się bardzo przydatne i zdecydowanie usprawniły komunikację w wymienionych miastach. Wybudowane autostrady i poprawione „krajówki” pozwalają coraz płynniej i bezpieczniej podróżować po kraju. Same więc pozytywy…? No, nie do końca, gdyż to wszystko trochę za dużo kosztowało. NIK podała, że Stadion Narodowy, który kosztował w sumie ok. 2 mld zł został przepłacony o 460 mln zł, czyli prawie o jedną czwartą! I jest to efekt zaniedbań i złego nadzoru inwestycji. A ile przepłacono na innych stadionach i autostradach? Tego zapewne nikt nie policzy, bo wyszedłby zbyt kompromitujący rachunek dla decydentów. Lepiej spuścić zasłonę milczenia i… cieszyć się nowymi obiektami.

    Powodem do dumy jest niewątpliwie „Autostrada Wolności”, jak nazwana została przecinająca Polskę na pół A2. 25 lat po pierwszych, częściowo wolnych wyborach doczekaliśmy się dróg, jakie kiedyś nam się nie śniły. Okazuje się, że warto mieć marzenia… Nawet jeżeli czasami są one bardzo przepłacone.

 

Edmund Wolski

W bieżącym numerze

Archiwum