Szanowni czytelnicy

Okładka Strefa Jazdy

Rzeczy dziwne i ciekawe

Niektórym szczęście sprzyja

 

Do wyborów samorządowych pozostał niecały miesiąc, a już odnosze wrażenie, że niektórym bardzo się spieszy do stanowisk. We Wrocławiu doszło do nieudanej próby wysadzenia "z siodła" dyrektora WORD. Człowiek z rana dowiedział się, że stracił zaufanie zarządu województwa, a co za tym idzie stanowisko, zaczął się żegnać z kadrą ośrodka, by po kilku godzinach usłyszeć, że jednak pozostaje dyrektorem. Ba, nawet ważni funkcjonariusze władz wojewódzkich dodali, że na tę chwilę lepszego od niego kandydata nie ma! To po co było robić całe zamieszanie? Odpowiedź jest prosta - jeśli dochodzi do walki o władzę, wpływy i stanowiska, to nie ma zmiłuj i wszelkie chwyty są dozwolone. Ktoś ważny, w zaciszu politycznych gabinetów uznał, że trzeba wygospodarować dyrektorski stołek dla swojego człowieka (kolegi?) zanim przyjdą zmiany w samorządach i nie bacząc na nic, uruchomił procedur. W tym przypadku okazało się jednak, że ten ktoś był trochę "za krótki" na przeprowadzenie wymyślonej zmiany. Znalazł się ktoś mocniejszy politycznie tak znacząco, że możliwa była niespotykana wręcz decyzja uchylająca pierwszą decyzję! Nie miejmy złudzeń, że zarząd województwa dolnośląskiego jeszcze raz z własnej woli pochylił się nad tak ważnym stanowiskiem, jak dyrektor WORD... Można domyślać się, że taki rozkaz przyszedł "z góry" i nie było od niego odwołania.

 

1.

 

     Wrocławski precedens jest przedsmakiem tego, czego możemy spodziewać się już przed świętami Bożego Narodzenia i na początku stycznia. Wtedy będzie już po wyborach. W niektórych województwach zmienią się zapewne koalicje, utworzą nowe zarządy, przyjdą inni marszałkowie i wice-, potrzebne będą stanowiska dla osób z nowego obozu władzy. Zaczną się wymiany, Jakie kryteria przy tym będą obowiązywały, można się domyślać, gdyż nie raz to już przerabialiśmy.

     Główne kryterium będzie takie: jest człowiek, potrzebne dla niego stanowisko, reszta (czytaj: kompetencje, umiejętności, doświadczenie itp. głupstwa) się nie liczy.

     Na sto procent jestem przekonany, że dla tego człowieka stanowisko się znajdzie, a brane będą pod uwagę także WORD, gdzie całkiem przyjemnie jest rządzić.

 

2.

 

     Lekarz za 10 min badania kierowcy dostaje 200 zł, właściciel szkoły nauki jazdy za godzinę swojej pracy 40 zł – tę niesprawiedliwość na każdym kroku wymieniają ludzie z branży szkoleniowej. Nie dziwię się ich rozgoryczeniu. Środowisko widzi całą sprawę tak: lekarz, najczęściej już bogaty, kasuje dużo, prawie nic nie inwestując (w wielu prywatnych gabinetach lekarze, którzy biorą po minimum 100 zł od „łebka” żałują nawet kilkunastu złotych na wieszak...); właściciel nauki jazdy bierze tyle, że ledwie mu na paliwo wystarczy i musi cały czas inwestować w samochody (zakup, remonty, usprawnienia, przegląd). Dysproporcja jest aż nadto uderzająca.

     Kto do niej dopuścił?

     Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, dlaczego zawsze tak się dzieje, że pieniądze lekarzy są „pod ochroną” w przeciwieństwie do większości innych zawodów. Każdy rząd, jeśli dojdzie do wniosku, że trzeba, bez wahania sięga do każdej kieszeni oprócz lekarskiej i... górniczej. Podobnie – tylko w odwrotnej kolejności – jest, kiedy rząd daje. Ustanawiając stawki minimalne za badania kierowców zrobiono lekarzom prezent, którego oni sami – takie przynajmniej słyszałem z ich strony głosy – nie spodziewali się.

     Najgorsze, że wkrótce zderzymy się ze zjawiskiem takim, iż wielu osób starających się o prawo jazdy, nie będzie stać na przeprowadzenie badań lekraskich, które w sumie w niektórych przypadkach ( jeśl zajdzie konieczność dodatkowych badań specjalistycznych) mogą dobić do 500 zł.

     Tym sposobem coś (badania lekarskie), co dotąd było niewiele znaczącym kosztem prawa jazdy, stanie się kosztem na poziomie 50 procent. W głowie się nie mieści!

3.

 

     Temat pierwszej pomocy przedmedycznej w coraz większym zakresie pojawia się w mediach. To dobrze, błysnęła iskierka nadziei na jakieś kompleksowe rozwiązania w tym zakresie. Póki co koncepcji jest kilka, niektóre nawet interesujące, ja jednak będe trwał przy swoim poglądzie, który wygłosiłem w tym miejscu cztery miesiące temu – pierwsza pomoc powinna wejść jako przedmiot obowiązkowy (co najmniej jeden semestr) do szkół ponadgimnazjalnych. Tyle niepotrzebnego materiału z różnych przedmiotów ścisłych (poza matematyką, której powinno być dużo) młodzież musi opanować, że wykrojenie w tym torcie malutkiego kawałeczka nauczania, jak bliźnim ratować życie, nie powinno przysporzyć żadnych problemów. A ile zdrowia i życia uratuje?

     Szukając recepty, powinniśmy przede wszystkim dobrze przyjrzeć się, jak to dzieje się w Szwecji i Holandii, że tam ponad 60 proc. świadków zdarzenia, w którym zagrożone jest czyjeś życie, bez wahania podejmuje akcję pierwszej pomocy. U nas odsetek jest dwa razy mniejszy. Mamy, co nadrabiać. Pora przejść od słów do czynów.

 

4.

 

     Kamerki samochodowe stają się coraz popularniejsze i tylko czekać, jak niedługo będzie można je spotkać w co drugim samochodzie. Przyznam bez owijania w bawełnę, że trochę mnie to martwi. Oto na naszych oczach utrwala się zjawisko powszechnej obserwacji. Monitorowane są miasta, wsie, ulice, szkoły, wszystkie urzędy, banki, coraz więcej domów i bloków, a teraz przyszła kolej na drogi. Jadąc samochodem nawet po głowie nie będzie można się podrapać, bo a nuż ktoś zrobi z tego prześmiewczy film i umieści go w Internecie. Takim to sposobem zaczynamy sankcjonować podglądactwo i donosicielstwo. Co za czasy idą, że szpiclowanie będzie nazywało się troską o bezpiecześtwo.

 

 

Edmund Wolski

W bieżącym numerze

Archiwum