Piesi: czerwone światło informacją a nie zakazem?

dodano: 26.02.2015 - 12:10

Coraz głośniej w Polsce słychać o pomysłach zniesienia sankcji wobec pieszych przechodzących przez przejście dla pieszych na czerwonym świetle w sytuacji, gdy nie stworzą żadnego zagrożenia – czy to dla siebie, czy dla innego użytkownika drogi. Absurd? W naszej ocenie nie do końca, choć pogląd ten wydać się może kontrowersyjny. Szkopuł jednak w tym, że zarówno w Europie, jak i niemal w każdym zakątku świata czerwone światło jest bardzo często tylko informacją dla pieszego, a nie zakazem. A jeśli jest zakazem, nikt go nie respektuje ani za jego łamanie nie karze.

W Polsce rzeczywiście w sytuacjach kuriozalnych piesi są karani za przechodzenie na czerwonym świetle. Bardzo często piesze patrole obserwują z ukrycia konkretne przejścia wyskakując dosłownie zza krzaka i „dopadając” spacerowicza. Nierzadko w sytuacji, gdy po horyzont nie było żadnego pojazdu. Jeszcze późną jesienią jeden z warszawiaków, który do naszej stolicy przeprowadził się z Londynu (ma polskie korzenie), rozpoczął zbieranie podpisów pod petycją, której skutkiem ma być zmiana przepisów znosząca karanie za przechodzenie na czerwonym świetle. Stefan Tompson opowiada o sytuacji, która przelała czarę goryczy. – 11 listopada, święto Niepodległości, połowa stolicy wyłączona z ruchu i obstawiona tysiącami policjantów i strażników, spacer ulicą Wilczą. Żadnego pojazdu w zasięgu wzroku, bo ulica zamknięta, ale sygnalizacja działała. Wszedłem na przejście na czerwonym świetle i oczywiście zostałem zatrzymany przez policję – mówi. Zaczął drążyć temat, przygotował petycję, opublikował ją w Internecie, stworzył profil na portalu facebook pod nazwą „Depenalizacja przechodzenia przez ulicę na czerwonym świetle” i rozpoczął dyskusję.

Całość materiału w lutowym wydaniu Strefy Jazdy