Czy powinniśmy ufać mechanikom na słowo?

dodano: 30.04.2015 - 14:35

Pojazdy szkoleniowe narażone są na usterki techniczne wynikające z intensywnej eksploatacji, zwłaszcza przez niedoświadczonych kierujących. Nasz „elki” regularnie wizytują serwisy w oczywistym celu: naprawa auta lub profilaktyczny serwis czy przegląd. Pamiętajmy, że do obowiązków serwisanta należy nie tylko naprawa czy wymiana podzespołu, ale także należyta dbałość o powierzony przez klienta pojazd. To serwis w pełni odpowiada za uszkodzenia powstałe w warsztacie.

Odpowiedzialność przedsiębiorcy, któremu powierzamy sprzęt, obejmuje chociażby zniszczenia powłoki lakierniczej czy uszkodzenia blacharskie, uszkodzenia wnętrza, części mechanicznych, pożar czy w końcu kradzież auta. Zakres odpowiedzialności może zostać poszerzony w ramach zawartych w umowie. Jednak kto z nas takową zawiera z mechanikiem? Na piśmie praktycznie nikt, choć pamiętać należy, że również umowa ustna jest wiążąca, choć trudniej egzekwowalna. W świetle prawa naprawa pojazdu jest tak zwaną umową mieszaną, a ta łączy w sobie elementy zarówno umowy o dzieło, jak i o przechowanie pojazdu. Gdyby z autem wydarzyło się coś niepokojącego, podstawą do pociągnięcia do odpowiedzialności właściciela warsztatu (czy jego ubezpieczyciela) jest art. 335 ust. 2 i art. 471 Kodeksu cywilnego. Pierwszy z nich jest z jednej strony dosyć ogólnej, z drugiej – zawiera się w nim klucz do późniejszej walki o odszkodowanie. Nakłada od bowiem na serwisanta czy konkretniej mechanika obowiązek starannego wykonywania obowiązków w ramach prowadzonej przezeń działalności zawodowej. Drugi z wymienionych przepisów mów o tym, iż niedopełnienie obowiązku staranności musi zostać naprawiona. Oczywiście są wykluczenia, jak choćby fakt, iż wina za uchybienia wynika z czynników niezależnych.  

Więcej w kwietniowym wydaniu Strefy Jazdy!