Dyktatura na polskich drogach

dodano: 02.07.2015 - 15:29

Obowiązujące od niedawna przepisy, które zezwalają na zatrzymywanie prawa jazdy za przekroczenie dozwolonej prędkości przynajmniej o 50 km/h w obszarze zabudowanym budzą coraz więcej wątpliwości i niemało kontrowersji. Gros pytań kierowców dotyczy procedury odwoławczej od nałożonych na kierowcę sankcji jak również (nie)konstytucyjności przepisów. A ta jest niemalże bezsprzeczna.
 

Chodzi o przepisy, które weszły w życie 18 maja i pozwalają zatrzymywać prawo jazdy każdemu kierowcy, który na obszarze zabudowanym przekroczy prędkość o 50 km/h przy jednoczesnym ukaraniu takiej osoby mandatem w wysokości 500 zł oraz dziesięcioma punktami karnymi. Z chwilą przyjęcia mandatu policja zatrzymuje prawo jazdy i wystawia pokwitowanie, które uprawnia ukaranego kierowcę do prowadzenia pojazdu jeszcze przez 24 godziny. Dokument zostaje przesłany do starosty, który wydał uprawnienia, a ten powinien wszcząć postępowanie administracyjne, które kończy się wydaniem decyzji administracyjnej o zatrzymaniu prawa jazdy na okres 3 miesięcy. Proste. Ale z punktu widzenia obywatela jest to działanie niemalże bandyckie.
 

Od każdej decyzji wydanej w trybie administracyjnym przysługuje odwołanie, a wcześniej – w czasie trwania postępowania administracyjnego – czynny udział w nim osoby, której ono dotyczy (w tym przypadku kierującego, któremu zatrzymano dokument uprawniający do prowadzenia pojazdów). Starosta przed wydaniem decyzji powinien wszcząć postępowanie i o jego wszczęciu powiadomić zainteresowanego. Osobie takiej przysługuje prawo do zgłaszania swoich uwag czy zastrzeżeń, a wydający decyzję powinien wziąć je pod uwagę. Od wydanej decyzji administracyjnej przysługuje odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego (SKO). Należy jednak zauważyć, że decyzja starosty zatrzymującego prawo jazdy ma rygor natychmiastowej wykonalności, zatem nie ma żadnego sposobu na to, by uniknąć lub odwlec moment, od którego nie możemy prowadzić pojazdu. W tym miejscu należy powrócić do momentu kontroli drogowej: z chwilą przyjęcia mandatu w kwocie 500 zł zgadzamy się co do tego, że nasza wina jest bezsprzeczna. Zatem później, gdy będziemy chcieli się odwołać od decyzji administracyjnej do SKO mamy związane ręce i praktycznie żadnych argumentów. Bowiem jakie argumenty należałoby uznać za te, które pozwolą nam wygrać sprawę? Zresztą odwołanie w postępowaniach dotyczących spraw administracyjnych nie rozstrzyga się co do istoty sprawy i czynów – także w sądach administracyjnych – a co do poprawności wydanych decyzji pod względem formalnym. Toteż obywatel nie ma tak naprawdę żadnych narzędzi, by bronić swoich racji. A przypadków, które mogłoby go choć w części usprawiedliwiać jest wiele. Poza tym pomylić może się także policjant.


Cały artykuł w kwietniowym wydaniu Strefy Jazdy