Zabieranie praw jazdy: psycholog za, sędziowie przeciw

dodano: 02.07.2015 - 15:34

Ewa Odachowska, psycholog transportu uważa, że zatrzymywanie praw jazdy kierowcom jest właściwą formą karania piratów drogowych. Z kolei Stowarzyszenie Sędziów Polskich twierdzi, że koniecznie przepisy należy zaskarżyć do Trybunału  Konstytucyjnego.
 

W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową Ewa Odachowska, psycholog transportu z Instytutu Transportu Samochodowego powiedziała, że taka forma kary jak zatrzymanie prawa jazdy jest skuteczna, ponieważ jest szybka, nieuchronna i silnie powiązana z przewinieniem. W jej ocenie, w kraju, w którym jesteśmy wręcz przyzwyczajeni do łamania przepisów, odebranie prawa jazdy jest nierzadko jedynym sposobem na uświadomienie kierowcy, że rzeczywiście jeździ za szybko. Z jednej strony jest skłonny zgodzić się z jej opinią. Oczywiście: od lat słyszymy, że zasada kija nie zmieni Polaków i powinniśmy kłaść nacisk na edukację i uświadamianie, zwłaszcza młodym ludziom, czym kończy się brawura na drodze. To słuszny pogląd, tylko że to się dzieje od przynajmniej kilkunastu lat, a efekty są mizerne. Dlatego widoczna gołym okiem jest wielka zmiana frontu polskiej policji, która od kilku lat staje na głowie, by skutecznie walczyć zarówno z pijanymi kierowcami, jak i z tymi o zbyt ciężkiej prawej nodze. Co najistotniejsze: są efekty.
 

Osobiście jestem zwolennikiem surowego karania kierowców. Mnie podoba się pomysł zatrzymywania prawa jazdy za znaczne przekroczenie prędkości na krótki okres czasu. Żaden mandat nie działa skutecznie na pirata drogowego, a za przekroczenie limitu punktów karnych dosyć szybko można odzyskać uprawnienia. I choć moje poglądy są dosyć kontrowersyjne, to uważam, że same mandaty w Polsce są również śmiesznie niskie. Najwyższy mandat – 500 zł – to stawka obowiązująca od 20 lat! Jedyne, co się zmieniło przed kilku laty, to możliwość sumowania mandatów za kilka wykroczeń jednocześnie, jednak wciąż do kwoty maksymalnie 1000 zł. Kiedyś ten mandat stanowił wysokość najniższej krajowej, dziś jest niemalże jej jedną czwartą. I zawsze jako przykład podaję przypadek Skandynawii, gdzie uprawnienia traci się już za przekroczenie prędkości o 30 km/h a grzywny za wykroczenia mogą wynosić od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Oczywiście przełożenie jest inne, bo i inne są zarobki, jednak kwoty te nawet dla skandynawskich kierowców są bardzo wysokie. Przypomnę: wypadek samochodowy w Skandynawii to w mediach „news dnia” lądujący na pierwszych stronach i „czerwonych paskach”. Wypadek śmiertelny to rzadkość niemalże równa katastrofom lotniczym. Warto przy tym dodać, że w ubiegłym roku w Szwecji na drogach nie zginęło ani jedno dziecko. I nie jest to tylko i wyłącznie efekt innej kultury, edukacji u podstaw, świadomości, ale także – o ile nie przede wszystkim – bardzo surowe traktowanie piratów drogowych.