Drugie życie na tirze

dodano: 05.04.2011 - 12:32
Drugie życie na tirze

Standardowy wyjazd trwa dwa lub trzy tygodnie. Dokąd się jeździ? Praktycznie po całej Europie Zachodniej, rzadziej do Anglii, czy Irlandii, a sporadycznie również za wschodnią granicę.
Średnio 12 tysięcy kilometrów w miesiącu i około 150 tysięcy w ciągu roku.

Kiedy ruszam na dwa, czy trzy tygodnie w trasę, to prawie cały czas spędzam w kabinie. Najpierw jadę swoją „szychtę”, później szukam parkingu i śpię. Budzę się i jadę dalej. Rozładunek, załadunek i droga powrotna. Znowu „szychta”, spanie, później następne zlecenie od spedycji i tak w kółko. To jest ciężki kawałek chleba – przyznaje Sławomir Magnucki z Piły, od pięciu lat zawodowy kierowca.

Do Spedexu w Stobnie pod Piłą trafił ze straży pożarnej, po 13 latach służby. Nie ukrywa, że chodziło o pieniądze. Zarobić można przyzwoicie: 3-3,5 tysiąca złotych ale to nie kokosy, tym bardziej, że wyrzeczeń sporo.

Trzy tygodnie w trasie Nim ruszy się w trasę trzeba dobrze się obkupić. Okazuje się, że w ważącej kilka ton ciężarówce znalazło się miejsce na całkiem pojemną lodówkę. Przede wszystkim to, co można zamrozić. Gotowe potrawy ale i surowe mięso.
– Gdy trasy są krótkie to nie ma kiedy gotować. Wszystko się robi szybko, czasem nawet dwóch kierowców jedzie, żeby nie robić postoju. Wiadomo, to zależy od zlecenia. Ale jak się jedzie trzy albo cztery tysiące kilometrów, to już zupełnie inna sprawa. Wtedy nawet na gotowanie jest czas. Mamy kuchenki turystyczne, garnki i patelnie. W weekend można coś sobie przyrządzić – mówi Sławomir Magnucki.

W trasie brakuje przede wszystkim owoców. Wbrew pozorom jadąc nawet do Hiszpanii czy Włoch z dostępem do nich może być problem. Po pierwsze dlatego, że kilkutonową ciężarówką nie dojedzie się do centrum miasta, by zrobić zakupy, a na stacjach benzynowych, czy parkingach sklepy co prawda są, ale zbyt wielu rzeczy kupić w nich nie można. Po drugie: ceny. Wiadomo, ze w trasę jedzie się po to, by pieniądze zarabiać, a nie wydawać. Za granicą, szczególnie
na gorącym południu, podstawowe produkty kosztują podobnie jak w Polsce, ale ceny owoców są nawet dwukrotnie wyższe. Gdy lodówka jest pełna można jechać.

 

Michał Nicpoń

Tagi: