Kursant zginął, bo zataił chorobę?

dodano: 26.02.2015 - 12:05

Wyjaśniono przyczyny wypadku, do jakiego doszło w maju ubiegłego roku w Lublinie. W trakcie szkolenia na kategorię A prawa jazdy zginął wówczas kursant, doświadczony kierowca, posiadający kat. B i C. Instruktor najprawdopodobniej w żaden sposób nie odpowie za wypadek.

Powodem tragicznego w skutkach wypadku miał być nagły atak padaczki kierującego motocyklem szkoleniowym 32. letniego kursanta. Prokuratura dysponuje już opinią biegłego neurologa i w jego ocenie najprawdopodobniej doszło do ataku padaczki. Kursant przestał reagować na jakiekolwiek polecenia instruktora, który poruszał się drugim pojazdem za kursantem, a ten nagle przyspieszył. W opinii świadków zdarzenia motocykl wręcz "wystrzelił" przed siebie z pełną mocą i z impetem, bez jakiegokolwiek hamowania uderzył w stojący na czerwonym świetle pojazd. Jeden ze świadków w tej sprawie mówił, że motocyklista miał nienaturalnie naprężone mięśnie ciała. Jak pisze "Gazeta Wyborcza Lublin” podczas ataku epilepsji prawdopodobnie dłonie motocyklisty odgięły się "grzbietowo”. Kierujący motocyklem zginął na miejscu.

Całość w Strefie Jazdy...