Od baletu do cross country

dodano: 27.12.2013 - 12:01

Z Klaudią Podkalicką - kierowcą rajdowym i wyścigowym rozmawia Agnieszka Kwiatkowska.

 

Przyznajmy, że kobieta-rajdowiec to nie jest najczęściej występujące połączenie wyrazów. Jak to się stało, że zaczęła Pani brać udział w rajdach i wyścigach?

 

– Wszystko przez rodzinne tradycje – najpierw jeździł mój dziadek, później tata, a ja jako mała dziewczynka byłam oczywiście ich wiernym kibicem. Początkowo nie myślałam, żeby zająć się rajdami na poważnie, moją pasją był balet. I zdecydowanie bardziej wyobrażałam siebie jako primabalerinę niż rajdowca. Wyścigi wciąż jednak były blisko mnie i w pewnym momencie stwierdziłam, że jednak nie chcę tańczyć, tylko zajmę się właśnie tą dyscypliną. W 2006 roku po raz pierwszy wystartowałam w Mistrzostwach Polski w wyścigach samochodowych i wtedy tak mi się spodobało, że już wiedziałam na sto procent, iż do baletu nie powrócę. Na poważnie zajęłam się sportami motorowymi, wyznaczając sobie cel, żeby być najlepsza i dążyć do doskonałości. Po drodze pojawiały się różne problemy, głównie związane ze znalezieniem sponsorów i partnerów, ale walczyłam i nie poddawałam się. No i szczęście uśmiechnęło się do mnie - otrzymałam od Krzysztofa Hołowczyca propozycję udziału w rajdzie cross country, z której postanowiłam skorzystać. Wystartowałam pierwszy raz w Mistrzostwach Polski, wtedy stwierdziłam, że być może jest to lepsze rozwiązanie. A w tym roku nieoczekiwanie połączyłam rajdy z wyścigami, i w obu tych konkurencjach startuję.

 

O wyścigach i rajdach mówi się przede wszystkim, że są niebezpieczne, a po drugie, że bardzo kosztowne. Domyślam się, że znalezienie sponsora nie jest prostą sprawą?

 

– Fakt, nie jest to proste. Chodzimy z ofertami od jednych do drugich drzwi i – niestety – często się od nich odbijamy. Firm, które są zainteresowane sportem motorowym jest niewiele, więc możliwości są ograniczone. Cały czas jest „pod górkę”, chociaż w moim przypadku na pewno jest już lepiej niż kilka lat temu, ale cały czas trzeba walczyć, co dla sportowca jest najtrudniejsze, gdyż zamiast skupiać się na jeździe, trzeba zdecydowanie większy nacisk kłaść na sprawy organizacyjne – spotkania i przedstawianie ofert. Mam jednak świadomość, że jest mi z pewnością łatwiej niż osobom, które zaczynają od zera. Jeżeli ktoś chce poczynić pierwsze kroki w tym zawodzie, to od razu ostrzegam, że może być ciężko. Wśród ludzi panuje takie przeświadczenie, że skoro mamy samochody w całości poobklejane naklejkami sponsorów, to z pewnością nie narzekamy na brak funduszów. Tymczasem sprawy mają się zgoła odmiennie. Każda pomoc finansowa ma znaczenie i bywa, że czasami nie odmawiamy przyklejenia naklejki również za symboliczną złotówkę. Oczywiście, pojawiają się sponsorzy i partnerzy, którzy bardzo nam pomagają i dzięki nim możemy brać udział w wyścigach. Moim głównym sponsorem, który na samym początku wyciągnął do mnie rękę i dotąd pomaga, jest serwis otomoto.pl.

 

W mediach niewiele się mówi o wyścigach i rajdach, a jeżeli już, to zazwyczaj o Formule 1. Nie mają Państwo o to żalu do mediów?


Cały wywiad w grudniowej STREFIE JAZDY